Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różne różności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różne różności. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 marca 2014

Chandra?

      Chyba nie, a może tak? Sama nie wiem. Strasznie niewygodnie jest być kobietą. Tyle różnych uczuć i rozterek. I tyle się tego pomieści w człowieku!

      Robótkowo nie dzieje się wiele. Samplerek powoli wyszywam, dzisiaj wyjęłam Jasminę. Kwadraty narzutowe muszę wyprać, a groszówki ciąghle szukam.
    Na dworze wiosna, amory ptasie się zaczęły na potęgę.



     Na brzozie przed pracą sroki zaczęły wić sobie gniazdo. 



         A ja czuję się tak tej wiosny...

    

      Dziękuję wszystkim gościom, którzy poświęcają odrobinę czasu i zaglądają do mnie. Wiem, że macie mało czasu i musicie nim rozważnie gospodarzyć. 
Pozdrawiam Kaja


         

środa, 11 września 2013

Siatki, siateczki...

     Zobaczyłam ją na starym obrazie przedstawiającym młoda kobietę powracającą do domu. Witają ją dzieci, zapewne jej. W ręku trzyma siatkę w której  znajdują się jakieś pakieciki!



    
     Pomyślałam, że coś tak ważnego w życiu kobiety jak siatka nigdy nie doczeka się naukowej literatury. A przecież była tak ważna, zwłaszcza w XX wieku, w Polsce.

    Źródła historyczne, tzn przekazy rodzinne, mówią że w latach sześćdziesiątych bardzo praktyczne i modne były siatki robione z żyłki techniką makramy. Często mężowie wykonywali takie siateczki swoim żonom. Każda kobieta musiała mieć siatkę bo w sklepach były jedynie torby papierowe.

     Gdy zaopatrzenie sklepów jest niedostateczne, zakupy potrzebnych produktów wykonuje się wtedy, gdy jest okazja. Kobiety polskie robiły zakupy przed pracą i po pracy. Taka siatka spełniała doskonale swoje zadanie. Łatwo można ją było schować w torebce i wyglądać jak dama.

     Później gospodynie domowe zachwyciły się materiałem stylonowym, który zaczął się pojawiać w sklepach w tym czasie. Zaczęły szyć siateczki z takiego materiału. Były one bardzo praktyczne, po zakupach można było szybko ją przeprać i rano zapakować do torebki. Zdarzało się że jedna pani paradowała w sukni, a druga miała siatkę z tego samego materiału. 

     W epoce Gierka wraz z otworzeniem się na świat pojawiły się oprócz pralek automatycznych i innych dobrodziejstw sprzętu gospodarstwa domowego, tzw. foliówki. Kupowało się je w Pewexie lub innych miejscach np. halach targowych. Każda pani bardzo szanowała swoją reklamówkę. Na ziemniaki nadal zabierało się siatki szmaciane.

      O torbie foliowej tzw. reklamówce śpiewano piosenki:


   Zmiany ustrojowe i pojawienie się super marketów załatwiło sprawę. Kobiety już nie musiały dbać o siatki. Torebki foliowe były dodawane gratis. Do czasu... Teraz znów wróciły czasy siatek i jeżeli jesteśmy proekologiczne nosimy je w torebkach. A przynajmniej torby foliowe nie wyrzucamy tak szybko.

P.S. To nie jest żadna próba naukowa. Ot, zapisana garść wspomnień z czasów, które minęły.

niedziela, 18 sierpnia 2013

Po wakacjach...

    Na wakacjach było miło, leniwie i gorąco... Spełniły się moje marzenia - piękna pogoda nad morzem. Tylko wiecie jak jest ze spełniającymi się marzeniami...


Zalew Wiślany
Ptaki zaglądały mi do okien...






...i małe pajączki

niedziela, 16 czerwca 2013

Pierwszy dzień wolności

     Oddałam papierzyska, nareszcie spokój i normalna papierologia stosowana bez projektowych szaleństw. Lubię papier, w końcu był podstawą postępu cywilizacyjnego i rewolucji religijnej, ale pisanie dla samego pisania i tworzenie powielających się dokumentów, doprowadza mnie do szału.

   Teraz trochę oddechu i będę miała więcej czasu na haftowanie. Może zaszaleję zakupowo, a nawet zrobię generalne porządki!

    A teraz do meritum sprawy: Jasmina nareszcie zaczęta. Z tą biedną małą to same kłopoty mam. Na początek zapaliłam się do szycia na kanwie 18. Lubię 18 i drobniejsza kanwę, ale do tej pory szyłam małe rzeczy. Bardzo lubię szyć na lnie. 
   Zaczęłam w wielki weekend majowy haftować Jasminę na 18. Po wyszyciu całej kartki stwierdziłam, że to nie jest to co tygrysy lubią najbardziej. Zaczęłam więc szyć na 16 i wtedy ...  dopadły mnie rozterki. Cierpiała także moja duma, tak wiele z moich koleżanek szyje na 18 goldeny. Wróciłam ponownie do 18. Jednak po krótkim czasie definitywnie stwierdziłam, że 18 nie jest dla mnie. Przyzwyczaiłam się do wyszywania goldenów na  16 i ma  to być dla mnie przyjemność, miło spędzony czas, a nie stres i dręczenie się, aby zaspokoić własną próżność.

     Tak więc za czwartym podejściem złapałam wiatr w skrzydła i haft w końcu mnie wciągnął. 


Było tak


Teraz wyłania się rękaw Jasminy.  


     Inna rzecz, że miałam już dość drobienia serduszkowego samplerka nr 2.







     Sophie została zaniesiona do ramiarza. Wreszcie. Pan ramiarz, starszy mężczyzna, oburzył się lekko, że nie chcę ramy przez niego wybranej. Poszedł po pomoc, rodzoną żonę. Moją Zosię wyobrażałam sobie w bogatej, złotawej ramie lub brązowej. Pan wybrał zielonkawą. W rezultacie wybrałam złotawą ozdobioną delikatnym ornamentem. Zobaczymy jak to będzie wyglądać.

    Teraz fotka małego sikorzątka i druga na której tata albo mama karmi maleństwo. Strasznie trudno robi się zdjęcia ptaków. Nie sądziłam, że to naprawdę przypomina polowanie!




czwartek, 30 maja 2013

Majówka!!!

Pogoda dynamiczna: rano słonecznie, w południe ulewa, po południu ładnie. Spacer z rodziną i nad wieczorem wielka ulewa i burza. Boje się, ze lato będzie dynamiczne. Miłego wypoczynku!









niedziela, 12 maja 2013

Reklamy - istota życia

   Wczoraj, po ciężkiej migrenie, gapiłam się w ekran telewizora. Byłam oszołomiona lekami i lekko otępiała. Wśród reklam emitowano jedną o cudownym leku, który zachwalają dwie bliźniaczki.

   Bliźniaczki są w wieku emerytalnym, wystylizowane na szczęśliwe babcie. Wszystko w tle w pastelowych kolorach, one także. Obie panie krzątają się przy stole i szykują smakołyki. Bliźniaczki zachwalają lek, dzięki któremu mogą prowadzić aktywne życie. Mogą nawet dźwigać wielkie, ciężkie kosze pełne jabłek. W tle widać radosną rodzinę, dzieci, wnuki a może prawnuki. Obojga płci. 

   Dlaczego przekaz jest taki, że kobiety są do prac domowych i nawet na emeryturze nie mogą liczyć na gesty galanterii ze strony panów? I czy panowie widoczni w tle nie mogą im pomóc? Przekaz w tej reklamie jest jasny i bardzo czytelny, nawet dla dzieci. Zwłaszcza dla dzieci... Przykro oglądać taką reklamę.... gdy jest się kobietą.

  Dla wszystkich pań: