niedziela, 27 listopada 2016

   

  Byłam chora. Nie pamiętam żebym kiedykolwiek tak źle się czuła. Powoli wracam do zdrowia i zaczynam wykazywać zainteresowanie robótkami.
     Jasmina, otulona grubą warstwą kurzu,  czekała na odrobinę czułości z mojej strony.  Na dni chwały nie może liczyć w tym roku. Trochę szyję,  drugą kartkę dopiero.

     Czy macie może numery nitek do tego schematu:


       Pozdrawiam Was serdecznie :)

piątek, 8 lipca 2016

Mistrzostwa - takie sobie refleksje.

      

        Lubię oglądać mecze piłki nożnej.  Mistrzostwa, olimpiady w których biorą udział Polacy oglądam zawsze. I tak dwie "kibicki"  po babsku pogwarzyłyśmy sobie dzisiaj przez telefon. Doszłyśmy do wniosku, że na mistrzostwa Europy przyjeżdżają skrajnie wyczerpani piłkarze. Komentatorzy ciągle podkreślają jak ciężki to był sezon dla sportowców. Nie wiadomo właściwie dlaczego tak się poświęcają. Patriotyzm?

       Doszłyśmy też do wniosku, że mistrzostwa świata to swoisty targ na którym mogą zaprezentować się nieznani piłkarze. I oni starają się błyszczeć.  Ci, którzy są znani przyjeżdżają żeby "odwalić pańszczyznę". Ostatkiem sił strzelają gola i grają tak, aby nic im się nie stało. Nie chcę przytaczać nazwisk osłabionych piłkarzy. Choć niektórzy w chwilach krytycznych dla drużyny budzą się z letargu.

       W trakcie mistrzostw słyszy się tylko o tym kto kogo kupił i za ile. I właściwie to same nie wiemy po co tyle szumu wokół tych mistrzostw! Polska nie przegrała żadnego meczu i mimo to nie gra w półfinale. To też komentatorzy podkreślają. Nasza niezłomna drużyna grała tak dobrze, że odpadła. Jak to możliwe?

       Czy to jeszcze sport czy już wielki biznes! 


P.S. Będę oglądać ostatnie mecze, choć drużyna której kibicowałam odpadła.



czwartek, 7 lipca 2016

Córka marnotrawna

     Wyprałam i efekt jest taki:






    Jestem podłamana bo nie wiem czy nici różniły się odcieniem. Czy może ja pomyliłam się przy wyszywaniu. Zawsze wyszyte kartki zostawiałam, wkładałam je do teczki. Wyrzucałam dopiero po wyszyciu.  Teraz nie mogę sprawdzić bo nonszalancko je wyrzuciłam.  Może to nie moja wina tylko schematu? Też możliwe.

    Wyszywać dalej mogę ale co później?  Nie mam gwarancji, że tło w następnym rzędzie będzie takie samo jak w tym dopiero wyszytym. Może też się będzie różniło.

     Jestem w takim dziwnym miejscu pracy - za dużo zostało wyszyte i za dużo jest do wyszycia. Mogę wypruć całe tło od granatu ale czy warto?

     Carpediem, nie pierz swojej pracy! Owiń folią albo w jakiś inny sposób zabezpiecz swoją pracę i szyj dalej. Wiem teraz dlaczego Rosjanki taki otulają swoje prace! Chuchają na nie i dmuchają, szyją otulacze z kretonu. Są zapobiegliwe.


 Kilka dni później.

      Wyszywam dalej. Córka stwierdziła, że tak fatalnie to nie wygląda. Spojrzałam trochę  z boku / tzn. mniej emocjonalnie/ i stwierdziłam, że ma rację. Gdy skończę mogę przecież wygotować "Jasminę" i może będzie lepiej. Poza tym, może poceruję przejście kolorów jakąś nitką i nie będzie tak raziło. A jeżeli nic nie pomoże oprawię taką jaka będzie. Po po tylu latach będzie jak członek rodziny.
       Może nie piękna, ale nikt nie jest doskonały!

poniedziałek, 20 czerwca 2016

I... nadal Jasmina

     
        Musiałam wyprać Jaśminę bo mi się zachlapała herbatą. I zobaczcie co się stało! Mam nadzieję, że to nie nici mają inny odcień tylko proszek do prania wybielił tło obrazu. Jeżeli tło nie wyblaknie po praniu - to diabli nadali! Nie mam pojęcia czy dalej szyć czy dać sobie spokój. Zaczęłam trzecią kartkę, nie widzę żeby różniły się kolory nitek.

       I zobaczcie jaka równiusieńka krecha. Gdybym chciała zrobić umyślnie, nie udałoby mi się!
     

 


      Dziękuję za miłe komentarze, jeszcze nie obiecuję poprawy. Myślę, że  niebawem będę grzeczna i systematyczniej będę zaglądać do Was i na mojego bloga.

Dobranoc! Muszę się przespać z tą Jasminą!

piątek, 13 maja 2016

Jasmina c.d.



     Wreszcie skończyłam kolejny rząd! Haftowanie ostatniej kartki schematu było drogą przez mękę. Właściwie było to pół kartki, więc ochoczo wzięłam się za pracę. Myślałam "takie trochę, to się gumką zetrze". Jednak zajęło mi to więcej czasu niż można sobie wyobrazić. Najpierw zapał trochę ostygł. Bo przecież tak mało do zakończenia, więc jak przysiądę  to w dwa dni skończę. Później musiałam pruć - pomyliłam numerki muliny. Następnie ogarnęło mnie małe lenistwo i lekka niechęć do prac ręcznych. Czytałam książkę. No a potem wirusy zaatakowały mnie i udałam się do lekarza, który kazał mi się wyleżeć. Oczywiście skwapliwie skorzystałam z tej rady.

    I takim oto sposobem haftowanie tej małej, ostatniej karteczki zajęło mi tak dużo czasu. Ale jest i prezentuje się tak:



wtorek, 1 marca 2016

poniedziałek, 8 lutego 2016

Na ten Nowy Rok!

    Moje postanowienia noworoczne:

1) Godzina dziennie haftowania. I nie ma tam-tego i tak dalej! Jakiś rygor musi być.
2) Makijaż na twarz! Z tym już teraz bywa gorzej ...
3) Fryzjer raz w miesiącu, włos uczesany. Nieład na głowie karcony karą pieniężną (przyda się na różne różności - same wiecie).
4) Świnka-skarbonka przygotowana.
5) Tudorowie zbrzydli mi do cna! Ostatnią książkę P. Gregory zmęczyłam w ostatnich dniach starego roku. Mam nadzieję, że nie wrócę do starego tyrana Henryka.

   Tak sobie myślałam w Nowym Roku co niniejszym spisuję, aby postanowienia tak szybko nie uleciały. Jak widzicie wyznaczyłam sobie program minimum. Owszem są piękne nowe wzory, które uśmiechają się kusząco, ale nauczona doświadczeniem, nie piszę o nich.

   Jasmina się szyje. Wyglądała tak:




 potem tak,


i wreszcie tak.


   A to szalik który robiłam od lipca ub. roku. Wzór przyjemny, ale z racji okoliczności w jakich go wykonywałam, wylądował w koszu.