Czy wiedziałyście, że siostry Nałkowskie nie poczęstowały odwiedzającego je ambasadora herbatą? Dlaczego? Gosposi nie było w domu, a one nie umiały zrobić herbaty.
Znam wiele osób, które wolą pić herbatę zrobioną przez inną osobę. Nie znam jednak nikogo kto nie potrafiłby jej zrobić.
piątek, 20 czerwca 2014
sobota, 7 czerwca 2014
czwartek, 5 czerwca 2014
poniedziałek, 2 czerwca 2014
Ptaki przyjazne fotoamatorom i robótki ręczne.
Ptaki, które chętnie pozują do zdjęć, nie są ogólnie lubiane. W moim mieście gołębie rozpanoszyły się na dobre. Bardzo dobrze odżywione, nawet w maju są systematycznie dokarmiane przez starszych ludzi. Często widzę jak gołębie nieśpiesznie spacerują po jezdni. Dopiero metr od rozpędzonego samochodu zrywają się do ucieczki. Na trawniku przed psem ledwo usuwają się, a gdy psiak idzie w ich kierunku unoszą się na metr potem spokojnie opadają.
Gołębie, rozbisurmanione i przyzwyczajone do wygodnego życia, giną pod kołami samochodów. Mieszkańcy mają serdecznie dość brudzenia ptaków, niektórzy założyli sobie plastikową siatkę na balkonie. Nie mogą powiesić wypranych ubrań. Sprzątanie też nie należy do przyjemności. W pracy panie sprzątaczki narzekają na ptaszory, bo muszą myć okna i parapety pobrudzone przez gołębie.
W chwili obecnej nasz blok nie jest zasiedlony przez gołębie, ale już znaleźli się dobrzy ludzie, którzy nadal je dokarmiają. Więc tylko czekać.
Nie jestem przeciwna dokarmianiu ptaków czy dzikich zwierząt, ale jest czas kiedy to im służy, pomaga przetrwać zimę. Inna sprawa, że nigdy nie widziałam w tym zajadającym towarzystwie sikorek czy nawet wróbli. Tylko gołębie i kawki.
Pamiętacie 100 kwadratów, które zrobiłam? Różniły się odcieniem. Mamie bardzo podobała się moja narzuta i wyraziła chęć posiadania podobnej. Myślę, że zagospodaruję niechciane zapasy.
Aby poprawić sobie humor kupiłam SH tamborek, dwie tkaniny i wosk. Wosk widziałam dawno,dawno temu u Rosjanek i miałam straszną chęć, aby go wypróbować. Jak zwykle szału nie ma. Na krótkiej nitce wosk zachowuje się dobrze. na długiej, mechaci się pod koniec wyszywania i mam nieprzyjemne uczucie jakbym trzymała włochatego robala. Tkaninę do haftu techniką hardangeru też wyobrażałam sobie inaczej. Spodziewałam się materiału wyglądającego jak płótno. Wygląda jak zwykła kanwa.
Skończyłam pierwszy rząd Jasminy. Zajęło mi to cały rok! Straszne! Zaczęłam już drugi. Ten biały maz to brak kilku krzyżyków. Nie miałam odpowiedniej nitki. Już mam!
poniedziałek, 26 maja 2014
W Dniu Matki
Wychodząc z pracy usłyszałam straszny ptasi jazgot. Za świerkiem stała kawka, która była atakowana przez jakiegoś ptaka. Udało mi się podejść bliżej i stojąc cichutko zobaczyłam , że dwa ptaki wielkości szpaka atakują kawkę. Szukałam plamek na ich piórkach aby potwierdzić swoją hipotezę. Dziwiło mnie, że duża kawka nie pogoni aresorów. Podeszłam ciut bliżej, okazało się, że to małe kawczęta atakują mamę-kawkę lub tatę. Zachowywały się głośno jak nastolatki chcąc przeforsować swoje zdanie. Młodzież domagała się jedzenia i najbardziej agresywny oraz bezczelny został nakarmiony.
Nie pisałam Wam o tym, że w otworze wentylacyjnym /chyba/ budynku jakiś czas temu kawki założyły gniazdo. Pan i pani Kawkowa znosili różne patyki i inne konieczne rzeczy potrzebne do wymoszczenia gniazda. Na brzozie rosnącej na trawniku gniazdo zakładały sroki. Często dochodziło do scysji miedzy parami. Gniazda srok już dawno nie widać i nie wiem czy mają już pisklęta. Cieszę się, że zobaczyłam maluchy choć jednej pary.
piątek, 23 maja 2014
Wreszcie jest!
sobota, 10 maja 2014
Długo by pisać...
Krótko: kręgosłup boli mnie bardzo. Miesiąc temu dostałam zastrzyki, niestety troszkę pomogły. Teraz, jak pisałam w poprzednim poście, nie mogę siedzieć, stać i spać. Może jest silniejszy ból ale nie taki stały i długotrwały. Tomografię komputerową mam wyznaczoną na 30 czerwca. Lekarz rodzinny - bez komentarza. Sądzę, że myślał iż cudowne zastrzyki pomogą.
Dlatego rzadziej zaglądam do Was i jak wpadam to na chwilkę.
Dlatego rzadziej zaglądam do Was i jak wpadam to na chwilkę.
Mulinę dostałam od osoby, która nie wie nic o moim blogu. Mam mieszane uczucia, bo napisałam listę z numerkami. Bardzo cieszyłam się na tę mulinę. Dostałam prezent - niespodziankę. Cieszę się ale trochę jak dziecko w wieczór wigilijny z lekkim zawodem, że Mikołaj troszkę się pomylił.
W międzyczasie zostałam wyróżniona przez Zadzierganą Owieczkę . Jest mi bardzo miło z tego powodu. Nie sądziłam, że moje zainteresowanie przyrodą, a szczególnie braćmi najmniejszymi jest ciekawe nie tylko dla mnie. Przemyślałam słowa Luny-malutkiej, i po buncie wewnętrznym, muszę przyznać jej rację. Nie przeskoczę własnej fizyczności. To że jestem kobietą niestety w pewien sposób mnie ogranicza. Mężczyźni mogą robić samotne wypady za miasto, kobieta już niekoniecznie z przyczyn wymienionych przez Lunę. Ale decydującym katalizatorem w moich dumaniach był schorzały kręgosłup. Nawet gdybym wybrała się za miasto to najzwyczajniej w świecie nie podniosłabym się z ziemi. Więc zasiadki i inne taplanie się nie wchodzi w grę. Poprzestanę na spacerach, odwiedzinach w parku itd. Chyba przestanę myśleć o lustrzance, bo najzwyczajniej w świecie jej nie udźwignę ( oczywiście z teleobiektywem).
I tyle kochane dziewczyny i chłopaki. Miłego weekendu!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
