poniedziałek, 20 czerwca 2016

I... nadal Jasmina

     
        Musiałam wyprać Jaśminę bo mi się zachlapała herbatą. I zobaczcie co się stało! Mam nadzieję, że to nie nici mają inny odcień tylko proszek do prania wybielił tło obrazu. Jeżeli tło nie wyblaknie po praniu - to diabli nadali! Nie mam pojęcia czy dalej szyć czy dać sobie spokój. Zaczęłam trzecią kartkę, nie widzę żeby różniły się kolory nitek.

       I zobaczcie jaka równiusieńka krecha. Gdybym chciała zrobić umyślnie, nie udałoby mi się!
     

 


      Dziękuję za miłe komentarze, jeszcze nie obiecuję poprawy. Myślę, że  niebawem będę grzeczna i systematyczniej będę zaglądać do Was i na mojego bloga.

Dobranoc! Muszę się przespać z tą Jasminą!

piątek, 13 maja 2016

Jasmina c.d.



     Wreszcie skończyłam kolejny rząd! Haftowanie ostatniej kartki schematu było drogą przez mękę. Właściwie było to pół kartki, więc ochoczo wzięłam się za pracę. Myślałam "takie trochę, to się gumką zetrze". Jednak zajęło mi to więcej czasu niż można sobie wyobrazić. Najpierw zapał trochę ostygł. Bo przecież tak mało do zakończenia, więc jak przysiądę  to w dwa dni skończę. Później musiałam pruć - pomyliłam numerki muliny. Następnie ogarnęło mnie małe lenistwo i lekka niechęć do prac ręcznych. Czytałam książkę. No a potem wirusy zaatakowały mnie i udałam się do lekarza, który kazał mi się wyleżeć. Oczywiście skwapliwie skorzystałam z tej rady.

    I takim oto sposobem haftowanie tej małej, ostatniej karteczki zajęło mi tak dużo czasu. Ale jest i prezentuje się tak:



wtorek, 1 marca 2016

poniedziałek, 8 lutego 2016

Na ten Nowy Rok!

    Moje postanowienia noworoczne:

1) Godzina dziennie haftowania. I nie ma tam-tego i tak dalej! Jakiś rygor musi być.
2) Makijaż na twarz! Z tym już teraz bywa gorzej ...
3) Fryzjer raz w miesiącu, włos uczesany. Nieład na głowie karcony karą pieniężną (przyda się na różne różności - same wiecie).
4) Świnka-skarbonka przygotowana.
5) Tudorowie zbrzydli mi do cna! Ostatnią książkę P. Gregory zmęczyłam w ostatnich dniach starego roku. Mam nadzieję, że nie wrócę do starego tyrana Henryka.

   Tak sobie myślałam w Nowym Roku co niniejszym spisuję, aby postanowienia tak szybko nie uleciały. Jak widzicie wyznaczyłam sobie program minimum. Owszem są piękne nowe wzory, które uśmiechają się kusząco, ale nauczona doświadczeniem, nie piszę o nich.

   Jasmina się szyje. Wyglądała tak:




 potem tak,


i wreszcie tak.


   A to szalik który robiłam od lipca ub. roku. Wzór przyjemny, ale z racji okoliczności w jakich go wykonywałam, wylądował w koszu.





piątek, 27 listopada 2015

sobota, 29 sierpnia 2015

Jak Wiking...

 

      przez półtora roku walczył mój brat z glejakiem. Odszedł 10 sierpnia. Niestety wróg był silniejszy, sprytniejszy i bardzo szybki.






niedziela, 5 lipca 2015

Serweta


    Zrobiłam i prezentuję. Zrobiłam ją z kordonku nowosolskiego. Wyszła miękka i przyjemna w chwycie. Nitka podobna do "Serwetkowej". Lekko skręcona w związku z czym rozdwaja się a nie każdy to lubi. Przedostatnie motywy jakoś mi się lekko "falbaniły". Wykończenie nie bardzo przypadło mi do gustu. Wyprana i pięknie wyprasowana powędrowała w godne ręce. Sobie zrobię jaśniejszą i z cieńszego kordonku.
     



    Zdjęcia marne w związku z awarią mojego sprzętu. Więcej nie będzie - tyle wyszło.



  
    Moje domowe motylki kwitną jak zwariowane, aż się o nie martwię. Może to ostatni raz?