piątek, 15 maja 2015

Smak życia

Mój świat zatrzymał się pod koniec kwietnia... a potem drgnął. I tak podrygiwał we własnym tempie. Nic ode mnie nie zależało, na nic nie miałam wpływu. Byłam poza czasem i jednocześnie w nurcie płynącego przecież czasu,  omotana nim.

W kwietniu dowiedziałam się, że kolejny członek rodziny ma bardzo poważne problemy zdrowotne. W maju pewna mądra pani profesor i sztab jej lekarzy zweryfikował diagnozę i okazało się, że nie jest tak źle.

Od tego dnia świat zaczął się kręcić w odpowiednim tempie, stosownym dla jego powagi i mego życia. Czas ma mnie we władaniu, ale już nie w tak magiczny sposób.

W tym czasie zrobiłam, a jak mawia pewna mała dama, "uszyłam czapkę".


 Zaczęłam serwetę z kordonka nowosolskiego:


Wyszyłam też dwie kartki Jasminy. Do końca drugiego rzędu zostały mi dwie strony. Zdjęcie wrzucę później.

Gdy wszystko w moim życiu wróciło do normy, złapałam pana ziębę i widziałam młode sroczki o krótkich ogonkach.






niedziela, 19 kwietnia 2015

Na przyszły rok!

      Skończyłam ten okropny kurs o którym pisałam jakiś czas temu! Co najdziwniejsze prowadzący zajęcia nie był wcale przygotowany. Zwykłe nabijanie ludzi w butelkę. Ale kurs zaliczony i mam nadzieję, że będzie trochę spokoju z dokształtami!
      Zaczęłam przed świętami mając nadzieję, że skończę w Wielką Sobotę. Nie udało mi się. Panią Zającową skończyłam we Wtorek Wielkanocny. I jak Wam się podoba!





niedziela, 29 marca 2015

Odkrycie

    
      Każdy odkrywa świat na swój sposób i w swoim tempie. To co dla innych jest oczywistością, dla drugich nie. Istnienie zięby, ptaka pospolitego, nie było dla mnie oczywistością. Wiedziałam, że jest, ale nigdy nie widziałam. Aż tu w ubiegłym tygodniu spacerując w parku zauważyłam innego od znanych mi ptaka. Podczas następnej wizyty w parku pogalopowałam w miejsce odkrycia "nowego gatunku". I był!







    Pan zięba, bo to chłopak, jest ładnie upierzony. Ma paciorkowate oczy jak wróbel i jest wielkim przystojniakiem. Zięby żerują głównie na ziemi stąd i moje odkrywcze zdjęcia nie są w piękniejszej scenerii.

     Miłej niedzieli i pięknego spaceru:)
             Kajka

P.S. Moim odkryciem ub. roku była pliszka.

sobota, 21 marca 2015



     Co roku w Wielką Sobotę odbywa się w moim domu szukanie serwetek do koszyczka. Z większą  nie ma problemu, z małą jest. Wyczerpały mi się babcine zapasy serwetek, a tylko ona je robiła z cieniutkiej niteczki. Obdarzyła nimi całą rodzinę.
    Parę razy w świątecznym amoku kupiłam serwetki, które teraz poniewierają się w szufladzie. Wolę, jak każe tradycja i sięgam pamięcią, serwetki z naturalnej bawełnianej bądź lnianej nitki. Święcone z takiego koszyczka jest prawdziwe /według mnie/.
    Nauczona doświadczeniem, zrobiłam ją wcześniej. W Wielkim Tygodniu albo na nic nie ma czasu albo wynikają jakieś nieprzewidziane, ważne sprawy.

 


    Wyszyłam też takie dwa maleństwa. Nie wiem co z nimi zrobię.









sobota, 14 marca 2015

Mamina narzuta


    Wreszcie jest! Odleżała się co swoje zanim została zszyta. Potem długo czekała aż schowam nitki. Teraz uporządkowana, cała dumna z siebie prezentuje swoją urodę. Choć zwykła, puszy się jak rasowa piękność!



Gwiazdunia trochę świeci, ale zdjęcie wieczorem robiłam. Sorry!

    Wyprana, jutro powędruje do prawowitej właścicielki.
    Frywolitki leżą i  chyba trochę poleżą. Nie dojrzałam prawdopodobnie do nich. Plątanie nici trochę mnie oszałamia, poczekam na jesienne wieczory. 
   Zacznę robić nową narzutę na super łóżko, które lada miesiąc dostarczą. Łoże solidne więc pomyślałam sobie, że może udłubię coś na nie. A tak w ogóle to coś chodzi mi po głowie patchwork. Ale to zupełna bajka... Nie lubię szyć i zszywanie na maszynie kawalątków tkaniny...  Chyba, że bajki się spełniają.
  
    Miłej niedzieli :) Kajka

niedziela, 25 stycznia 2015

Dyscyplina wewnętrzna


  
     W czwartek byłam na szkoleniu. Szefostwo w ramach szkolenia pracowników oddelegowało mnie na bezpłatny dokształt z funduszy unijnych. Wszyscy bronili się przed tym szkoleniem, bo żadnych atrakcji nie było.  Pora, w jakiej mają odbywać się spotkania, już na wstępie zniechęcała 'kursantów' . Po pracy. Tematyka znana, nihil novi sub sole, więc o chętnych trudno. Wersja pierwsza - czas trwania kursu 28 godzin. Wersja druga - 55 godzin... Mam nadzieję, że ostateczna.

   Dziewczyna z 10-letnim stażem szkoli osoby które mają dwudziestoletni, a nawet trzydziestoletni staż. Trzy godziny przesiedziałam, niczego nowego się nie dowiedziałam. Czy naprawdę nie można przeznaczyć tych pieniędzy na pomoc bezdomnym, bezrobotnym czy  biednym? I po co organizuje się kursy na których od nowa wałkuje się to co miałam na studiach? Siedziałam tam mając tylko nadzieję, że ta młoda dziewczyna dzięki mnie ma pracę.

     Ale wracając do miłych spraw. Załapałam już o co chodzi w "tych" frywolitkach. Już umiem zrobić słupki?  i jeżdżą po właściwej nitce. Mądry pan to pięknie mi  objaśnił

http://www.frywolitki.com.pl/wykonanie-swojej-pierwszej-koronki
 
Dużo czasu upłynęło nim znalazłam instrukcje tego pana. Bardzo obrazowo wyjaśnił na czym polega myk z nitką. Wcześniej robiłam już słupki ale nie na właściwej nitce.Opanowanie podstaw zajęło mi to dużo czasu przerywanego kursami,obowiązkami i szukaniem wspaniałego wzoru na serwetę lub obrus. Bo jak się domyślacie,szukając nici na frywolitki, znalazłam takie mnóstwo nitek cudnie barwnych i przepięknych serwet, obrusów, że zapałałam chęcią zrobienia czegoś na szydełku. I tak moje drogie, sprawdza się przysłowie: im dalej w las tym więcej drzew.

I tym optymistycznym akcentem żegnam się z Wami i życzę miłej niedzieli.
         Zdyscyplinowana kursantka


P.S. Jednego się dowiedziałam na kursie że posiadam dyscyplinę wewnętrzną. Nie wstałam i nie wyszłam!