piątek, 19 grudnia 2014
środa, 10 grudnia 2014
Jasmina reaktywacja!
Wydawać się mogło, że została żywcem pogrzebana sprezentowana od męża na urodziny. Leżała sobie odłogiem. I to nie tylko z powodu choroby w rodzinie. Także z powodu moich zawirowań zdrowotnych i mojej niechęci do haftu.
Aż tu nagle, jak aktorka hollywoodzka, odbiłam się od dna.... I zaczęłam, a haft znów zaczyna sprawiać mi przyjemność.
Samplerek dostał serce i nam nadzieję, że niedługo go skończę. Trudno mi się wyszywa bo drobne krzyżyki, a wzrok ostatnio szybko mi się męczy. Może brak jakiejś witaminy?
Aż tu nagle, jak aktorka hollywoodzka, odbiłam się od dna.... I zaczęłam, a haft znów zaczyna sprawiać mi przyjemność.
Samplerek dostał serce i nam nadzieję, że niedługo go skończę. Trudno mi się wyszywa bo drobne krzyżyki, a wzrok ostatnio szybko mi się męczy. Może brak jakiejś witaminy?
poniedziałek, 24 listopada 2014
Princessa
Przechodząc trawnikiem widuję ją wśród żerujących tam gawronów. Ptaki nie odganiają jej. Przeciwnie mam wrażenie, że ją chronią i nad nią czuwają.
Okazało się, że kawka ma jedną łapkę. Czy to gawrony opiekują się kawką, czy milcząco przyzwalają na przebywanie w ich stadzie? Nie wiem. Wolę myśleć, że wzięły pod "swoje skrzydła" to skrzywdzone przez los ptaszątko. W końcu są to inteligentne ptaki.
Kawka musi unieść skrzydło, aby zjeść swoje śniadanie.
Zdjęcia marne, był bardzo pochmurny dzień.
A to ostatnia moja robótka /pełna sesja po oprawieniu/. Myślę, że na święta w sam raz.
P.S. Odwiedził mnie dzisiaj w pracy św. Mikołaj i przyniósł trzy komputery. Bardzo się cieszę.
Dobre z niego chłopisko!
Okazało się, że kawka ma jedną łapkę. Czy to gawrony opiekują się kawką, czy milcząco przyzwalają na przebywanie w ich stadzie? Nie wiem. Wolę myśleć, że wzięły pod "swoje skrzydła" to skrzywdzone przez los ptaszątko. W końcu są to inteligentne ptaki.
Kawka musi unieść skrzydło, aby zjeść swoje śniadanie.
Zdjęcia marne, był bardzo pochmurny dzień.
A to ostatnia moja robótka /pełna sesja po oprawieniu/. Myślę, że na święta w sam raz.
P.S. Odwiedził mnie dzisiaj w pracy św. Mikołaj i przyniósł trzy komputery. Bardzo się cieszę.
Dobre z niego chłopisko!
poniedziałek, 20 października 2014
wtorek, 14 października 2014
Świat w którym żyję ciągle mnie zdumiewa i zaskakuje. Dziś odwiedziłam hipermarket i na parkingu zauważyłam kilka młodych klonów i dębów golusieńkich, tzn bez liści. Małe, szczepione drzewka buchały orgią kolorów. Zrobiło mi się przykro bo jesień piękna, ciepła zaczerwieniła i ozłociła drzewa, a tu takie sieroty. Jednak to nie jest koniec historii. W głębi zauważyłam pracownika w roboczym uniformie nieokreślonej firmy, który zrywał liście z ostatniego rosnącego tam dębu. Inny pracownik grabił liście do worków! Chyba to była próba sprawnej organizacji pracy. Sprzątamy raz a dobrze!
Inna sprawa, to zbliżające się wybory samorządowe. Nie wiem dlaczego służby porządkowe szaleją. Trawa koszona co dwa, trzy tygodnie. Wczoraj, naturalnie po godzinach, pracownik kosił trawę kosiarką. Myślę, że sam był zaskoczony tym co robi. Trawka niziusieńka aż prosiła się, aby zostawiono ją w spokoju. Drzewa są przycinane i niektóre ogołocone z gałęzi wyglądają jakby wstydziły się swojej nagości.
Inna sprawa, to zbliżające się wybory samorządowe. Nie wiem dlaczego służby porządkowe szaleją. Trawa koszona co dwa, trzy tygodnie. Wczoraj, naturalnie po godzinach, pracownik kosił trawę kosiarką. Myślę, że sam był zaskoczony tym co robi. Trawka niziusieńka aż prosiła się, aby zostawiono ją w spokoju. Drzewa są przycinane i niektóre ogołocone z gałęzi wyglądają jakby wstydziły się swojej nagości.
piątek, 3 października 2014
Kochamy kasztany.
I nosimy w kieszeni. Jednego na szczęście, trzy dla zdrowia. Zbieramy wszyscy; dla siebie, dzieci, wnuków. A tak właściwie biorąc do ręki te gładkie, chłodne i błyszczące dary chciwie upychamy po kieszeniach wspomnienia dzieciństwa. Dotykamy go i sycimy się jego zapachem i kolorem.
Dlatego kocham kasztany.
Dlatego kocham kasztany.
sobota, 2 sierpnia 2014
Lubię ciepło, ale tegoroczne upały wprowadziły mnie w dziwny stan. W stan oczekiwania: na noc, bo wtedy jest chłodniej: na cud, że niebawem będzie temperatura naszej strefy klimatycznej. Zwrotnikowe powietrze mi nie służy. "Na sam czubek" jak mawiała moja znajoma, w tym roku nie wyjedziemy na wakacje. Tak się złożyło że gdy ja kończę urlop mój mąż zaczyna. Czasami tak bywa, tylko dlaczego w roku kiedy nie trzeba jeździć za granicę aby mieć fantastyczne wakacje. Mój pech, czyjeś szczęście.
Przykro mi z powodu wyjazdu. Tak bardzo jednak nie boleję, bo wygraliśmy walkę o zdrowie członka rodziny. Dwie operacje i chemioterapia pomogły. Teraz trzymamy kciuki, aby proces zdrowienia postępował zgodnie z oczekiwaniami lekarzy. I żeby nie było niespodzianek...
Robótkowo - stagnacja. Pomalutku zszywam narzutę i szyję samplerek. Ogólnie jestem zniechęcona i nie zaczynam niczego nowego. Może dlatego, że lubię skończyć zaczęte robótki. Niedokończenie powoduje, że szybko przeistaczają się w mniej chwalebne mnie i dla nich - ufo-ki. Inna sprawa - wspomniane upały nie motywują do niczego.
Przykro mi z powodu wyjazdu. Tak bardzo jednak nie boleję, bo wygraliśmy walkę o zdrowie członka rodziny. Dwie operacje i chemioterapia pomogły. Teraz trzymamy kciuki, aby proces zdrowienia postępował zgodnie z oczekiwaniami lekarzy. I żeby nie było niespodzianek...
Robótkowo - stagnacja. Pomalutku zszywam narzutę i szyję samplerek. Ogólnie jestem zniechęcona i nie zaczynam niczego nowego. Może dlatego, że lubię skończyć zaczęte robótki. Niedokończenie powoduje, że szybko przeistaczają się w mniej chwalebne mnie i dla nich - ufo-ki. Inna sprawa - wspomniane upały nie motywują do niczego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)